Jak grupa “ugrillowała” trenerów [PRAWDZIWA MASAKRA]

Godzina 4:30. Listopadowy piątek.

Wychodzę z domu. Wieje i zacina deszcz. Przede mną jeszcze 2,5 godziny jazdy, zanim zacznę.
Nastrój, jak się domyślasz, niezbyt euforyczny.

Ale tego dnia nie jadę szkolić.
Jadę pomóc w zrekrutowaniu do pracy dwóch kandydatów na trenerów w jednej z firm.
„Znowu typowa, momentami nawet nudnawa obserwacja i analiza przed mną” – wzdycham, czekając, aż w samochodzie pojawi się trochę ciepła.

W tym momencie nawet nie przeczuwam, jakie „atrakcje” spotkają na mnie na tym szkoleniu.

Praktycznie na każdej superwizji widzę masę wpadek i sytuacji co najmniej problematycznych, które nie sprzyjają uczeniu się uczestników, ale to, co się wtedy wydarzyło, to było już zimne, metodyczne niszczenie trenerów przez grupę.

Z dziką radością uczestnicy “grillowali” ich przez 3 godziny, chociaż to trenerzy wywodzili się z tej firmy i powinni mieć trochę „forów”.

Dawno nie widziałem takiej reakcji grupy, a wyglądało, że będzie prosto.
Mieli prowadzić symultanicznie. Dodatkowo byli tzw.pracownikami z „wewnątrz”.

Moje zdziwienie wzbudził już na początku brak spisanego projektu/konspektu szkolenia i odpowiedź na pytanie o konspekt do wglądu: „jesteśmy z tej branży i mamy wszystko w głowie i w tych notatkach, a poza tym grupa nas zna, będzie głównie ćwiczyć i nie ma sensu tworzyć dokładnych opisów, ponieważ nie da się przewidzieć, jak będą reagować”. (sic!)

Zdziwienie szybko ustąpiło wręcz przerażeniu, kiedy jedno z pierwszych ćwiczeń (tzw. ice-breakerów) było potwornie infantylne, a grupa (10 menedżerów ze stażem ok. 4–9-letnim) z zażenowaniem i już widocznym oporem je wykonywała.

Następne dwa ćwiczenia zostały „upchane” w 30 minut bez żadnego omówienia i wniosków.
Kolejne 90 minut to pastwienie się nad „miotaczem slajdów” z zawaloną tekstem i memami z Internetu prezentacją.
Pikanterii dodaje fakt, że prezentacja z tak naprawdę podstawami tematyki szkolenia została oparta głównie na „złotych myślach o zarządzaniu” wyciągniętych z jakichś zakamarków Internetu i książek o kategorii wysoce… poradnikowej.
Widząc (jeszcze skrywane) reakcje zdziwienia i zaskoczenia uczestników poziomem początku zajęć, czekałem na nieuchronną bombę.
Po kolejnej przerwie jeden z uczestników nie wytrzymał, a po chwili dołączyła do niego większość.
Padały pytania w stylu: „Czego właściwie chcecie nas tutaj nauczyć?”, „My już to mieliśmy na tysiącu szkoleń”, „ Teorie piękne, ale nie macie pojęcia o praktyce i naszej specyfice”, a nawet „Te ćwiczenia to skąd wzięliście – z przedszkola?”, „To całe szkolenie jest bez sensu”. Szkolenie zakończyło się po 3,5 godziny (zaplanowanych było 8).
Grupa odmówiła współpracy.
Trenerzy polegli.

Wiesz, dlaczego polegli?
Powiem ci w najważniejszych punktach.

  • Nie zbudowali programu szkolenia na potrzeby kompetencji grupy.
  • Nie wiedzieli, jak wykorzystać wyniki z ankiet do zbudowania celów szczegółowych szkolenia.
  • Dopasowali techniki, metody, merytorykę pod kątem „atrakcyjności”, a nie pod kątem dopasowania do celów.
  • Nie stosowali praktycznie zasad uczenia dorosłych (cykl Kolba) i potraktowali grupę jak słuchaczy.
  • Nie znali zasad ustawiania sekwencji ćwiczeń w strukturze.
  • Nie znali istoty i technik omawiania ćwiczeń w grupie.
  • Nie mieli bladego pojęcia o budowaniu komfortu do nauki na początku szkolenia.
  • Nie orientowali się w zasadach zapobiegania sytuacjom trudnym.
  • Nie znali żadnej techniki radzenia sobie z trudną sytuacją komunikacyjną (pyskówki uczestników).
  • Szkolili intuicyjnie – nie mieli żadnego przygotowania do uczenia innych ( ale co tam, przecież wciąż słychać dookoła, że przecież praktyka biznesowa wystarczy).

Z wieloletnich obserwacji mogę potwierdzić, że za większość sytuacji trudnych na sali ( z grupą i pojedynczymi uczestnikami) odpowiada sam trener, a najważniejszą kompetencją jest takie projektowanie procesu szkolenia, żeby ZAPOBIEGAĆ  wyzwalaniu zachęt do ataku na trenera i program.

Są techniki do zapobiegania i techniki komunikacyjne do radzenia sobie z takimi sytuacjami. Nic nie musi się tutaj wydarzać przypadkowo.

 

Komentarze